martes, 14 de mayo de 2013

EL TIEMPO MENOS SOLO. Unas traducciones.

Cuelgo también, de paso, estos poemas míos traducidos al polaco por Kasia Górna y Elzbieta Bortkiewicz.




GRUDZIEŃ (Diciembre)

O tym ostatnim świetle, jego stałych miejscach, o tym, jak nas zaskakuje podejmujących jeszcze decyzje, by należeć, o tym, że zwykle zwraca każdemu gestowi jego ciężar bólu, o jego miejscach pochodzenia, tak dużo mówiliśmy

tyle razy widzieliśmy, jak przychodzi, skostniałe i uśmiechnięte, milczące i kruche, widzieliśmy, jak kładzie się na tylu rzeczach, szukając miejsca, gdzie mogłoby spędzić noc, z delikatnością kogoś, kto wszystko wyśnił, koniec końców

            jeśli rzeczy patrzą na nas jakby nie wiedziały, do jakiego stopnia są wszędzie, jakby życie było tylko pobytem w zmartwychwstaniu, gdzie tęsknimy za nieznajomymi, to może dlatego, że zna sen rzeczy, bo opowiada im wszystko

            co nie zostało powiedziane, albo dlatego, że zatrzymało się na chwilę w rozsypanych kroplach, które chmury przypinały, niczym jaja świata, na cierpliwych roślinach, nad tłumem kałuż; któż wie

jakie ciemne ścieżki, jakie odległości przemierza co dzień, aż nauczy się snu, w którym uczestniczymy, pomimo nas, naszych intencji, i spojrzy na nas, jakbyśmy nie wiedzieli, do jakiego stopnia narodzić się

            to zdać sobie sprawę, że się nie jest, bo nie ma odwrotnej strony, jak zmarli, albo rany; może też na nas patrzą, kto wie, może mówią sobie: teraz w świetle są nadzy, kiedy nadejdzie noc, zasłonią się nią; zadaję sobie pytanie

            jak przyjmą umierających ci, co nigdy się nie narodzili, co pozostaną nienarodzeni, gdy wszystko umrze; może nie jest to kwestia wyłącznie romantyczna; koniec końców, dlaczego nie mielibyśmy śnić

            o całym świecie, szerokim, znanym świecie, pełnym nieznajomych zdolnych odczuwać najzwyklejszą tęsknotę, tęsknotę jednego nieznajomego za drugim, jakimkolwiek, nie śpiąc może, ale sen

            nie chroni nas przed cudzym bólem; może umierając nie stajemy się zupełnie obojętni, koniec końców.




POEZJA (La poesía)

Wyobrażam ją sobie, nawet umiem
wyobrazić sobie wszystko tak, by nie
usłyszał ten, kto jej słucha nie odpowiadając
za swe własne majaki i racje.

Wyobrażam ją sobie wyobrażając też
to co piękniejsze od tego, co jedyne,
każdą rzecz piękniejszą, niż gdyby była
jedyna, bo została wymyślona

by taką być i dlatego wymyślona
aż po najmniejszy szczegół. Ty
wyobrażasz ją sobie jakby to ona
wyobrażała nas sobie razem, bo

trudno sobie wyobrazić, że nie
byliśmy zawsze razem, aż do tego dnia
historii, która się kończy, jak zawsze,
wśród kurzu i wielokropków,

lub w nawiasie, jak między szczelinami.
I dlatego wyobrażam sobie, że cię kocham,
że światło rozbiera się na twoich brzegach
i kładzie się spać tam, gdzie śpi noc;

a jeśli czas kiedyś się uśmiechnie,
jeśli ta nostalgia za własnymi rysami,
rozpalająca powietrze o brzasku,
sprawi, że czas poczuje się mniej samotny,

to dlatego, że pamięta każde życie,
i czas kwiatu wniknął w gałąź,
i podchodzi do twych stóp cała ziemia,
i żyłaś wystarczająco długo. 




LAS W KOLONOS (En el bosque de Colono)

Uwolnił się od jej ramienia,
jakby raz jeszcze wyłupił sobie oczy,
i zniknął w gąszczu.
Usłyszał jeszcze jak płacze, chciał się odwrócić,
ale był już sam, przed niecierpliwym bogiem.

Rozpoznał szelest wiatru wśród drzew oliwnych,
zapach szafranu,
muśnięcie bluszczu na czole, gdy kładł się
z godnością na sobie,
jak ziemia na ziemi, jak cień we własnym cieniu.

Pomyślał ze spokojem o synach
na wojnie i pogodził się z porzuceniem. On,
błędny król, który znalazł spokój
dopiero jako cudzoziemiec, dar w słowach
innego króla, spełniwszy winę, zapragnął

by jego święte ciało, poza sławą
ziemi, która go przygarnęła,
dało litościwej zalążek
genealogii. I zobaczył ją,
wracającą do Teb, wolną już od ciężaru.




                                             Abraham Gragera (El tiempo menos solo)
                                             Traducción polaca de Kasia Górna y Elzbieta Bortkiewicz  
    

No hay comentarios:

Publicar un comentario en la entrada